Hodowcy trzody chlewnej protestują. Twierdzą, że do każdej świni dokładają nawet 200 zł
Producenci trzody chlewnej ponownie wyszli na ulice, bo – jak mówią – przy obecnych warunkach utrzymywanie świń staje się coraz bardziej nieopłacalne. Rolnicy przekonują, że do każdej sprzedanej sztuki dopłacają nawet około 200 zł, a bez szybkiej reakcji państwa część gospodarstw może nie przetrwać.
Protest przed Ministerstwem Rolnictwa i Rozwoju Wsi
Demonstracja odbywa się przed Ministerstwem Rolnictwa i Rozwoju Wsi w Warszawie. Do stolicy przyjechali hodowcy z różnych części Polski, by nagłośnić swoją coraz trudniejszą sytuację ekonomiczną. Ich zdaniem koszty prowadzenia produkcji rosną z miesiąca na miesiąc, a ceny skupu żywca nie rekompensują ponoszonych wydatków.
Protestujący podkreślają, że problem nie dotyczy jednego sezonu czy pojedynczego regionu. W ich ocenie branża od dłuższego czasu zmaga się z niestabilnością rynku, a obecny kryzys najmocniej uderza w rodzinne gospodarstwa utrzymujące trzodę chlewną.
Straty liczone w setkach złotych na jednej sztuce
Najmocniej wybrzmiewają wyliczenia dotyczące opłacalności hodowli. Według przedstawicieli branży sprzedaż jednej świni może dziś oznaczać stratę sięgającą nawet około 200 zł. To – jak podnoszą rolnicy – poziom, który całkowicie podważa sens dalszej produkcji.
Wśród przyczyn wskazują między innymi rosnące koszty pasz, energii i utrzymania stad. Sytuację pogarsza to, że ceny uzyskiwane za żywiec nie pozwalają już na osiąganie satysfakcjonującej rentowności. Rolnicy ostrzegają, że bez konkretnych działań liczba gospodarstw zajmujących się hodowlą świń może dalej spadać.
„Najbardziej tragiczna sytuacja jest w hodowli trzody chlewnej, gdzie brak opłacalności produkcji sięga poniżej zera. Rozmawiam z lokalnymi znajomymi hodowcami, którzy narzekają, że do jednej sztuki dokładają prawie 200 zł”
Beata Ignaczak, prezes Stowarzyszenia Rolników Indywidualnych Warmii i Mazur
Symbolem problemu miały być świńskie łby z paragonami
Organizatorzy zapowiadali nietypową formę protestu. Uczestnicy mieli przynieść świńskie łby wraz z paragonami, aby w symboliczny sposób pokazać skalę wydatków związanych z produkcją. Według rolników taki przekaz najlepiej oddaje narastający kryzys w ich branży.
W odpowiedzi na demonstrację minister rolnictwa Stefan Krajewski zaprosił przedstawicieli hodowców do siedziby resortu. W rozmowach uczestniczyli także reprezentanci zakładów przetwórczych oraz Główny Lekarz Weterynarii. Ministerstwo informuje, że celem spotkania jest wysłuchanie postulatów środowiska i omówienie problemów rynku trzody chlewnej.
Rolnicy chcą decyzji, nie tylko rozmów
Hodowcy podkreślają, że wielokrotnie sygnalizowali już swoje problemy, ale ich postulaty nie przełożyły się na poprawę sytuacji w gospodarstwach. Oczekują rozwiązań, które realnie zwiększą opłacalność produkcji i pozwolą utrzymać krajową hodowlę świń.
Wśród kierunków, o których mówi branża, pojawiają się regulacja cen skupu wieprzowiny, wprowadzenie dopłat dla hodowców oraz wsparcie rodzinnych gospodarstw. Rolnicy liczą, że tym razem rozmowy z resortem nie zakończą się na deklaracjach, lecz przyniosą konkretne decyzje.
Spór o opłacalność hodowli świń ma znaczenie także dla lokalnych społeczności, bo od kondycji takich gospodarstw zależy nie tylko dochód wielu rodzin, ale też stabilność krajowej produkcji wieprzowiny. Jeśli gospodarstwa będą rezygnować z chowu trzody, rynek może stać się coraz bardziej zależny od importu, a to bezpośrednio odbije się na całym łańcuchu dostaw w rolnictwie i przetwórstwie.
Co dalej z sektorem trzody chlewnej
Na razie hodowcy czekają na efekty rozmów w ministerstwie i na to, czy padną konkretne propozycje wsparcia. Protest pokazuje jednak jasno, że branża oczekuje działań natychmiastowych, a nie kolejnych obietnic. Dla wielu gospodarstw najbliższe miesiące mogą okazać się decydujące.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!